czwartek, 6 października 2011

Mountain Bike Adrenaline - recenzja gry

Ręka w gipsie, trzeba było znaleźć jakąś zastępczą rozrywkę dla roweru, i do tego w domu, bo na zewnątrz ciężko poszaleć z jedną sprawną ręką. Najpierw filmy, później pomyślałem o grach. Ale w co można grać jedną ręką?

Gry typu Diablo czy Torchlight całkiem nieźle się sprawdzają, trochę wolniej się gra oczywiście jedną kończyną, ale daje rade. Niestety, ani Diablo 3, ani Torchlight 2 jeszcze nie wyszły, a w stare części się już nagrałem kiedyś.

Daje się też grać w bardzo klimatyczne strategie - WarCraft 3 i StarCraft II. Ale miałem ochotę na coś innego. Tęskniąc za jazdą na rowerze zacząłem szukać gry z jednośladami w roli głównej. Okazało się, że są takie produkcje. I tak trafiłem na Mountain Bike Adrenaline.

Recenzja:
Producenci twierdzą, że jest to realistyczny symulator jazdy na górskim rowerze. A jak jest w praktyce?
Do wyboru mamy kilka trybów gry - Stopwatch, Arcade, Challenge i Freedom. Czyli jazda na czas, czysta rozrywka, wyzwania i tryb wolny w którym można robić co się chce. Teoretycznie wszystko tak jak powinno być, ale...
...niestety jest to typowo zręcznościowa gra. Z realizmem ma tyle wspólnego co rower z supermarketu z Downhillem. Przede wszystkim fizyka w grze rządzi się dziwnymi prawami. Przykład? Lądując rowerem obróconym o 90 stopni w kierunku jazdy/lotu po prosu się zatrzymamy w miejscu. Najazd na przeszkodę w postaci deski od innej strony niż przewidzieli twórcy gry też kończy się stopem. Jest dużo tak zwanych niewidzialnych ścian, które systematycznie psują radość z prób płynnych przejazdów. Pomimo tych wad, ukończenie gry ze złotymi medalami na każdej trasie to jedynie kwestia ich przejechania. Każdy, kto choć trochę ma doświadczenia z wyścigówkami, dojedzie do mety na najlepszej pozycji bardzo szybko. Gra poza kilkoma frustrującymi momentami jest szalenie łatwa.
Jeśli chodzi o trasy i ogólnie teren muszę przyznać, że są całkiem ciekawe. Pomijając fakt, że w konkurencjach Downhillowych dość często jedzie się pod górę, to mapy są dość dobrze zaprojektowane. Jest sporo miejsc do tricków, i do jeżdżenia. Niestety nieszczęsne zachowanie roweru trochę psuję radość z przemierzania tych tras.
Oddano nam do dyspozycji w sumie 4 różne scenerie - Rocky Mountains, Alps, Hawaii oraz Grand Canyon. Są dość przyjemne jak już pisałem, poza Hawajami, które autorzy pomylili chyba z Mordorem z Władcy Pierścieni. Wszędzie lawa i płonące drzewa. Nie zrozumcie mnie źle, lubię Tolkienowskie klimaty, ale z rowerem to jakoś słabo się zgrywa moim zdaniem.
Grafika jaka jest już widzieliście na screenach, nie powala, ale da się przeżyć moim zdaniem. Szczególnie, że to gra z 2007 roku, dzięki czemu działa płynnie nawet na starych laptopach.
Aha, jeszcze należy napisać o dźwięku. Jest bardzo zły. Hamowanie - denerwujące piszczenie symulujące mokre tarcze (?), inne dźwięki też są mierne. Za to muzyka jest całkiem ok, nie denerwuje, pasuje do klimatu rowerowego. Jest trochę elektroniki, trochę gitarki, brak wokalu.
Podsumowanie:
Czy warto grać w Mountain Bike Adrenaline? Jeśli jesteś zdrowy to zdecydowanie nie. Gra jest po prostu nie dopracowana i szkoda na nią czasu. I zdecydowanie nie warta 49,99 PLN (chociaż zawsze można poszukać wersji "alternatywnej", choćby pod hasłem HI2U).

Jeśli jednak tak jak ja, masz hopla na punkcie rowerów i nie możesz jeździć, ta gra minimalnie może Ci pomóc, w krótkich dawkach jest całkiem zjadliwa, ale trzeba mieć sporo cierpliwości i zacięcia.

Ocena końcowa TrzeciegoKoła:
5/10

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Jak by co, to tu jest regulamin komentarzy.

Zobacz też inne ciekawe i popularne artykuły rowerowe!