wtorek, 11 marca 2014

Wypad do Sanremo - część 2/3

Druga część z obszernej relacji z wypadu do włoskiego Sanremo właśnie wylądowała na blogu. Dziś sporo fotek z jeżdżenia i parę mrożących krew w żyłach opowieści. Są też dwa krótkie filmiki. Jeśli nie czytałeś pierwszej części to zapraszam tutaj. Enjoy!

34. Widok z naszego okna :)

Day 6
Po dniu przerwy ruszyliśmy znowu na trasę FR (tą najtrudniejszą). Padało dzień wcześniej, więc pierwszy przejazd był dość ciekawy. Trasa była jeszcze mokra, a co za tym idzie śliska. Później z każdą chwilą było coraz lepiej - warunki poprawiały się błyskawicznie.

Tego dnia zacząłem bardziej szaleć, szczególnie na wyższej, szybszej partii trasy. Bardzo pewnie skakałem dropa, który był od razu za serią ciasnych, stromych i wyżartych erozją band. Przeskakiwałem gdzieniegdzie nad korzeniami i kamieniami, zamiast się po nich turlać.

35. Łukasz

36. Ignacy

37. Adrian

38. Karolina

Dzień się zapowiadał konkretnie. Po drodze niestety Mateusz złamał mostek w swoim Specialized Demo. Już nie pojeździł tego dnia.

39. Złamany mostek Mateusza

Chyba o tym nie wspominałem wcześniej, ale do Sanremo przyjeżdżają PROsi z całego świata, żeby ćwiczyć zjazdy. Pod nami mieszkała ekipa Treka, która nota bene uratowała życie Ignacemu ;) Zgubił pierwszego dnia jedno z mocowań tylnego trójkąta. Część nietypowa i raczej nie do dostania w zwykłym sklepie rowerowym. Na szczęście firmowy team Treka poratował brakującymi elementami :)

Na trasie też często spotykaliśmy ekipę Gianta. Z najsławniejszych nazwisk to Danny Hart. Byli też zawodnicy z RPA (Andrew Neethling) i Hiszpanii (nazwiska nie pomnę niestety). Chwilę z nimi pogadałem, bardzo miła ekipa.

40. Leci Danny Hart

Jeździliśmy tego dnia mega podekscytowani, bo każdy czynił postępy i coraz lepiej wszystkim szło.

41. Wojtek

42. O kurcze! A tu jakiś mega PROs!
Tak szybko jeździł, że nie udało się ustalić tożsamości ;)

43. Czajko z Adrianem

44. Janek

Międzyczasie Ignacy postanowił pójść w ślady Danny Harta i polecieć gapa ;)


Ah te dialogi :D
- Wyglebi się?
- Nie, nie wyglebi się...
- Wyglebi się!
A tu dłuższa wersja, zmontowana przez głównego aktora z tego widowiska. Ujęcia aż z 3 różnych kamer! I nawet slo-mo jest :D


Na szczęście nic mu się nie stało :)

45. Wojtek

46. Łukasz

47. A tu autor wspaniałej relacji, którą właśnie czytasz :)

48. Ignacy

49. Adrian

50. Łukasz uciekający Jarkowi

51. Ignaś

I wszystko było by pięknie, gdyby nie to że na przedostatnim zjeździe glebłem konkretnie. Skoczyłem z kamienia i nie wkleiłem się w lądowanie na ścieżce, po lewej. Wszystko się stało w ułamku sekundy i nie wiem czy w locie, czy już po lądowaniu, ściągnęło mnie w prawo, na skałę. Przeorałem po niej dłonią, po czym się wywaliłem na lewy bok po próbie odzyskania równowagi.

Ściągam przedziurawioną rękawiczkę i zginam palce. Zginają się! Uff! Wszystkie całe. Tylko najmniejszy trochę pokiereszowany. Z wierzchu starta skóra, do tego sinieje i puchnie w oczach... Pewnie złamany...

Pełny adrenaliny już chciałem wsiadać na rower i jechać dalej, ale Karolina poradziła żebym sobie zszedł spokojnie z rowerem i zobaczył co się będzie działo z palcem. Posłuchałem ;) Nie było łatwo, bo schodzenie taką trasą jest dużo trudniejsze niż przemierzenie jej na rowerze. Nie wiem czy to sobie wyobrażacie, ale schodząc (na piechotę) wywaliłem się 2 razy! I to w miejscach, których się nawet nie odnotowuje jadąc na rowerze. Masakra!

52. Mój paluch parę minut po glebie

Zrobił się krwiak, palec cały czas puchł. Ale mogłem nim ruszać i w sumie nic nie bolało. Chyba jednak nie złamany, tylko konkretnie stłuczony. Pojechaliśmy na górę. Sprawdzam czy jestem w stanie trzymać kierownicę. Jestem :) No to wsiadam na moją wspaniałą Konę Entourage i zjeżdżam znowu :D

53. Jadę! :)

Niestety zjazd nie dawał już takiej frajdy, bo się cały czas bałem, że przyhaczę gdzieś tym rozwalonym palcem. Jak minąłem drzewo dosłownie o kilka centymetrów to aż przeszły mnie ciarki. Zero komfortu psychicznego. Zjechałem do samochodu. To i tak już był nasz ostatni zjazd tego dnia. Na wszelki wypadek podjechaliśmy do szpitala na prześwietlenie...

54. Taki ładny szpital mają w Sanremo

To be continued! :) Reszta relacji za kilka dni! Stay tuned ;)

Edit:
Cześć 3 już jest - klik.


Autorzy zdjęć:
35,36,37,38,43,44,45,47 - Heniek aka Mateusz
39,40,41,42,46,48,49,50,51,53 - Diabeł
33,34,52,54 - TrzecieKoło
Symboliczna obróbka wszystkich fotek: TrzecieKoło

Jeśli podobał Ci się ten artykuł, mogą Cię też zainteresować:

5 komentarzy:

  1. Masz talent chłopie do tych relacji. I jeszcze takie dramtyczne zakończenie! Współczuje palucha i czekam na trzecią część :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe, dzięki. Następna część niebawem :)

      Usuń
  2. Zazdroszczę wyjazdu...

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Aj tam aj tam, nie ma czego. Ciągle tylko blokował trasę, podczas zjazdów wszyscy siedzieliśmy mu na kole i trzeba było krzyczeć "Dany, get off the road pal!" ;)

      A tak na poważnie, to super było zobaczyć jak tak leciutko wszyscy zawodnicy jeździli. Połowę trasy to po prostu przelatywali nad kamieniami zamiast się po nich toczyć.

      No i wszyscy mieli prototypy downhillówek na 650b...

      Usuń

Jak by co, to tu jest regulamin komentarzy.

Zobacz też inne ciekawe i popularne artykuły rowerowe!