Tak jak obiecałem, parę słów o moim wypadku.
Miał być lajtowy dzień, nie założyłem żadnego kasku czy ochraniaczy. Jeździłem z koleżanką i kręciliśmy spokojne ujęcia do mojego filmu, bardziej nastawione na klimatyczne, miejskie widoki, niż na jakąś wybitną jazdę na rowerze. Po paru godzinach trafiliśmy w końcu na takie industrialne, kolejowe klimaty. Myjnia pociągów, magazyny itp. No i był też budynek z rampą do załadunku TIRów, a na rampie opierały się takie metalowe, dość wąskie, szyny. No i mnie podkusiło by zjechać, było mało miejsca na rampie, żeby idealnie równo najechać na szynę, ale udało się - 3 razy zjechałem. No to trzeba było nagrać jak najeżdżam na szynę, no i moja koleżanka coś nie ogarnęła, weszła mi prawie głową pod koła !!!! (była na ziemi, a ja na rampie) no i oczywiście w kadr. Moje spojrzenie na nią WTF, i odruchowe minimalne ominięcie jej, kosztowało mnie obślizgniecie się kola i zahaczenie o jakiś poziomy pręt przy tej szynie... biegł on między dwoma szynami opartymi o rampę, i wpadłem między te szyny kołami - OTB. Przeleciałem do przodu, twarzą po betonie, cud że mam zęby, bo usta pełne piachu/syfu, rower spadł jeszcze na mnie jakoś...
